CV bez doświadczenia to dokument, przy którym najczęściej słyszę zdanie „nie mam czego wpisać”. Przez ponad dekadę czytałem takie CV po tej stronie stołu, która decyduje, i powiem Ci wprost: prawie nigdy problemem był brak materiału. Problemem było to, że nikt tego człowieka nie zapytał o właściwe rzeczy.
Skąd wiem, że „nic nie robiłem” to nieprawda
Zacznę od siebie, bo mam w tym temacie własną wtopę. Kiedy szukałem pierwszej poważnej pracy w korporacji, moje podejście było adekwatne do mojej ówczesnej wiedzy, czyli żadne. Pomyślałem dokładnie tak, jak myśli dziś większość ludzi piszących pierwsze CV: „Skoro nie mam doświadczenia, to skleję sobie byle jakie CV”. Skleiłem. Wpisałem szkołę, jakieś drobne prace, wysłałem.
I wiesz co? Zadziałało. Dostałem pracę. Tyle że dostałem pracę dokładnie taką, jak to CV: byle jaką. Celowałem nisko, konkurencja była inna, wymagania mniejsze. Gdybym wtedy mierzył wyżej, zderzyłbym się ze ścianą. Ta historia jest w mojej książce dla wydawnictwa Helion (premiera wkrótce) nie po to, żebyś mnie żałował, tylko po to, żebyś zapamiętał jedno: byle jakie CV nie zamyka Ci drogi. Ono ją zwęża.
Potem przez lata siedziałem po drugiej stronie. Prowadziłem setki rozmów rekrutacyjnych, w tym z ludźmi na start. I zauważyłem prawidłowość: osoba, która na rozmowie opowiadała, jak sama ogarnęła grafik w barze na 12 osób, w CV miała wpisane „praca w gastronomii”. Materiał był. Nie było nikogo, kto zadałby pytanie „a co konkretnie tam robiłeś i co z tego wyszło?”.
Jak rekruter czyta pierwsze CV
Zanim zdecydujesz, co wpisać, musisz wiedzieć, kto to czyta i jak. Na jedno ogłoszenie na stanowisko juniorskie potrafi spłynąć kilkaset dokumentów. Rekruter spędza nad każdym 6-7 sekund. Lejek wygląda mniej więcej tak: 300 CV, z tego 50 po filtrach, 6 na krótkiej liście, 3 rozmowy, 1 oferta. Twoje pierwsze CV nie konkuruje z CV seniorów. Konkuruje z 299 innymi pierwszymi CV, które w większości wyglądają identycznie: szkoła, „komunikatywność”, „chęć rozwoju”.
Jest jeszcze robot. Zanim człowiek w ogóle spojrzy, dokument czyta system ATS, linijka po linijce. Szuka słów kluczowych z ogłoszenia i sprawdza, czy w ogóle da się go sparsować. Dwie kolumny, ikonki i paski umiejętności z modnego szablonu rozsypują mu treść na kawałki. To dotyczy każdego CV, ale dla studenta jest szczególnie bolesne: nie masz nadwyżki treści, którą robot mógłby „nadrobić”.
A kiedy CV przejdzie robota i trafi do człowieka, ten człowiek zadaje sobie jedno pytanie: czy ta osoba rozwiąże mój problem, czy stworzy mi nowe? Przy juniorze to pytanie brzmi konkretniej: czy szybko się nauczy, czy ogarnie narzędzia, czy dowozi to, co obieca. I tu jest dobra wiadomość. Na te pytania da się odpowiedzieć bez ani jednego etatu w historii. Tylko trzeba wiedzieć, z czego.
Co naprawdę liczy się w CV bez doświadczenia
Zero doświadczenia zawodowego to nie zero doświadczenia. To dwie różne rzeczy, a większość ludzi je myli. Materiał do pierwszego CV siedzi w miejscach, które sam nazywasz „nic specjalnego”:
- projekty ze studiów, w których coś zbudowałeś, policzyłeś albo zorganizowałeś,
- praktyki i staże, nawet te miesięczne,
- dorywcze roboty: gastronomia, magazyn, sklep, obsługa klienta, korepetycje,
- wolontariat, koło naukowe, organizacja wydarzeń,
- rzeczy po godzinach: własna strona, sklep na platformie sprzedażowej, kanał, aplikacja, prowadzenie finansów jakiejś grupy.
Rekrutera nie obchodzi, gdzie to było. Obchodzi go, co z tego wyszło. „Nie płacą Ci za to, że robiłeś. Płacą Ci za to, że dowoziłeś.” To zdanie z mojej książki działa tak samo dla dyrektora i dla studenta trzeciego roku. Osiągnięcie w skali mikro to też osiągnięcie: szybciej, taniej, dokładniej, bez błędów, samodzielnie. Nie musisz uratować firmy przed bankructwem. Wystarczy, że pokażesz, że nie byłeś tylko trybikiem.
I tu dochodzimy do liczb. Tekst bez liczb to opinia. Tekst z liczbami to fakt. Zobacz różnicę na jednym punkcie: zamiast „praca w gastronomii w sezonie” może stać „obsługa 80-120 gości dziennie, samodzielne zamykanie lokalu i kasy”. To ten sam wakacyjny bar. Tylko pierwszy zapis mówi rekruterowi „byłem”, a drugi mówi „ogarniałem”.
Każdy taki blok, nawet ten z dorywczej roboty, buduję według reguły 4+1: maksymalnie cztery punkty o tym, co robiłeś, i jeden pogrubiony, który pokazuje, co z tego wyniknęło. Więcej o tym w artykule o tym, jak opisać doświadczenie w CV.
I teraz uczciwie: to jest ta część, w której ludzie utykają. Nie dlatego, że są leniwi. Dlatego, że sam sobie nie zadasz pytania „ile?”, bo dla Ciebie to było oczywiste. Nie zapytasz siebie, czy te 80 osób dziennie to dużo, bo nie wiesz, jak to czyta ktoś, kto rekrutuje na stanowisko w obsłudze klienta. I nie odróżnisz, które z Twoich dziesięciu aktywności ze studiów są materiałem, a które szumem. Przy ręcznie pisanych CV spędzałem na wyciąganiu tego z ludzi godzinę rozmowy. Mój sobowtór AI zadaje dziś te pytania za mnie.
Nie chcesz tego robić ręcznie? Sobowtór ma osobną ścieżkę rozmowy dla pierwszego CV: zapyta o projekty ze studiów, praktyki, dorywcze roboty i to, co robisz po godzinach, a potem złoży z tego dokument według mojej metody. 15-20 minut rozmowy, płatność jednorazowa. Zobacz pakiety
Czego do pierwszego CV nie wpisywać
Przy CV bez doświadczenia pokusa dopychania jest ogromna, bo strona wygląda pusto. Lista rzeczy, które ją wypełnią, a jednocześnie ją zabiją:
- Zdjęcie i data urodzenia. Niech oceniają Twoje kompetencje, a nie Twój nos. Data urodzenia u młodej osoby to zaproszenie do myśli „za młody, ucieknie”. Nie dawaj im paliwa.
- Paski umiejętności i „poziomy” w procentach. Nikt nie umie 70% Excela. Napisz, co konkretnie w tym Excelu robisz.
- Cechy zamiast faktów. „Komunikatywny, zaangażowany, szybko się uczę” pisze każdy. Rekruter ma na to alergię. Jeśli szybko się uczysz, pokaż rzecz, której nauczyłeś się sam i do czego ją użyłeś.
- Zawyżony język. Angielski C1 „bo ładnie wygląda” kończy się tym, że rekruter przechodzi na angielski i jest nokaut w pierwszej rundzie.
- Wszystko, czego nie obronisz. To moja żelazna zasada: nie wpisuj niczego, czego nie jesteś w stanie obronić, gdy ktoś przyciśnie Cię pytaniami. Przy pierwszym CV to jeszcze ważniejsze, bo rozmowa będzie w dużej mierze właśnie o tym, co wpisałeś.
Zainteresowania? W pierwszym CV wolno je rozważyć, ale tylko wtedy, gdy są prawdziwym otwieraczem rozmowy albo mają związek ze stanowiskiem. „Muzyka, podróże, książki” to nie jest otwieracz. To zapchajdziura.
Z formatu: jedna kolumna, zero ozdobników, PDF. I nie rozciągaj dokumentu na dwie strony na siłę. Jedna pełna strona to dla pierwszego CV bardzo dobry wynik. Pełna, nie w połowie pusta. Profesjonalny dokument nie świeci białym.
Podsumowanie zawodowe, gdy jeszcze nie masz zawodu
Najczęściej pomijana sekcja w CV studenta. A to właśnie ona ratuje dokument, w którym sekcja „Doświadczenie” jest krótka. Podsumowanie to 5-8 linijek na samej górze, pod nazwiskiem: kim jesteś, co potrafisz udowodnić, jedna liczba albo nazwa-kotwica (narzędzie, projekt, technologia) i cel. Rekruter w 3 sekundy wie, z kim ma do czynienia.
Czego tam nie pisać: „Student poszukujący możliwości rozwoju w dynamicznym środowisku”. To zdanie nie mówi nic. Nie mówi, czego się nauczyłeś, co zrobiłeś i dokąd idziesz. Podsumowanie ma brzmieć jak człowiek, który wie, po co przyszedł. Jak je zbudować krok po kroku, opisuję osobno w tekście o podsumowaniu zawodowym w CV, a całościowy szkielet dokumentu masz w artykule jak napisać CV, które obronisz na rozmowie.
Dopowiem jeszcze jedno, bo to wraca w każdej rozmowie z osobą na start. Wykształcenie w pierwszym CV ma prawo stać wyżej niż u seniora, bo jest jednym z Twoich mocniejszych atutów. Ale sama nazwa uczelni i kierunek to za mało. Pod nią też mają być fakty: projekt dyplomowy z konkretem, specjalizacja, coś, co da się zapytać na rozmowie.
Co dalej
Wiesz już, że materiał masz, wiesz, jak czyta go robot i człowiek, i wiesz, czego nie wpisywać. Zostaje najtrudniejsze: wyciągnąć z własnej głowy liczby i fakty, których sam nie uważasz za ważne, i ułożyć je tak, żeby pierwsze CV nie wyglądało na pierwsze. Możesz to zrobić sam z kartką i uczciwością wobec siebie. Możesz też oddać to rozmowie, którą prowadziłem ręcznie setki razy, a dziś prowadzi ją mój sobowtór. Więcej zasad znajdziesz w hubie edukacyjnym.